Moja zajebista była
3 sierpień 2008
Spadówa se wpadła na weekend z Filipem. Zaczęło się od tego, że obudziłem się o wpół do jedenastej, popatrzyłem na chlew jaki miałem w pokoju, stwierdziłem, że muszę posprzątać, po czym włączyłem Prince of Persia i sobie przeszedłem drugie pół gry. W końcu 2 godziny przed planowanym opuszczeniem pokoju celem odebrania tych esioków z dworca wziąłem się za sprzątanie i nawet mi się udało. Natalia przywitała pokój stwierdzeniem (pełnym szoku) “jak tu czysto!”. Filip okazał się świetnym kolesiem, z którym szybko znalazłem wspólny język. Pokazałem mu half life’a bo nie widział (jak on mógł!) i poszliśmy rozpalać grilla. Skończyło się na tym, że rzuciliśmy węgiel, podpałkę i poszliśmy grać w ping ponga. Jak w końcu przypomnieliśmy sobie o grillu był już prawidłowo rozpalony i można było kłaść na nim mięso. Położyliśmy i wróciliśmy do stołu grać dalej. Wypiliśmy szampana
Za nowe życie. Moje bez pizdusia i wasze razem.
I graliśmy. W miarę picia coraz większe matrixy odchodziły (nie chce mi się tłumaczyć na czym polegały matrixy, ale były fajne) ale nauczyliśmy się grać i nawet piłka czasem trafiała w stół. Wróciliśmy do grilla, zeżarliśmym, położyliśmy następne i poszedłem z Filipem na stację po szlugi. Pogadaliśmy sobie trochę po drodze, wróciliśmy, piliśmy, jedliśmy, paliliśmy i gadaliśmy jak jeszcze nigdy z nikim nie gadałem. Bardzo poważne tematy w bardzo luźnej atmosferze otwartości i zrozumienia. Coś wspaniałego. Tekst wieczoru
Widziałem jak patrzysz na pizdusia!
Dopiliśmy alko, Natalia zrobiła sobie drinka (znaczy wymieszała sok z wódą) i poszliśmy na fontannę. Po drodze znaleźliśmy wózek z carefourra, wsadziliśmy do niego Spadówę (właściwie sama wlazła) i ją woziliśmy. Niestety alkohol negatywnie wpływa na moją percepcję linii prostych i wózek z Natalią dachował na trawniku. Rano się pytała czemu ma takie brudne spodnie xD. Doszliśmy do fontanny, okazało się, że ta zajebista koło przyrodniczego po północy jest wyłączana i zobaczyliśmy tylko mokre płyty chodnikowe. Poszliśmy na fontanny politechniczne, stanęliśmy nad nimi, nabrałem sobie wody do kubka, wypiłem kilka łyków a resztę wylałem Natalii na głowę. Oczywiście nie pozostała mi dłużna i po chwili obytroje byliśmy cali mokrzy. Podczas jakiejś szarpaniny kubek się stłukł. Szkoda mi go, ale trudno – świat się nie skończył. Potem Filip postanowił zrobić coś szalonego i położył się centralnie na dyszach fontanny a Natalia na nim. Zrobiłem im kilka zdjęć i poszliśmy dalej schnąć. Przeszliśmy przez teren polibudy, nosiliśmy na zmianę Natalię na barana bo jej się nie chciało chodzić, potem jej się zachciało skakać po jakichś krawężnikach wystających. Byłem najbliżej i najprzytomniej więc ją asekurowałem co nie zmieniła faktu, że i tak się wyjebała. Doszliśmy do szczytnickiego, przeszliśmy przez otwarte ogrodzenie i przeszliśmy sobie zamkniętym mostem. Żadne powalające emocjami uczucie, w przeciwieństwie do przełażenia przez chybotliwy płot po drugiej stronie. Zrobiłem sobie na nim dziurkę w ręce i dzisiaj ganiam w plastrze. Wróciliśmy do domu, dopiliśmy resztkę wódki (znaczy ja dopiłem, oni już nie chcieli) pozbieraliśmy się, po drodze odkrywając, że zniknęła jedna tacka z karkówką (jak się okazało była to zorganizowana akcja pies – kot: kot zrzucił pies zeżarł (nie chce mi się wierzyć, żeby ten leniwiec był w stanie wskoczyć na stół, to musiał być kot)). Wróciliśmy do pokoju, ogarnęliśmy się z deka i Natalia poszła pod prysznic. Po chwili dołączył do niej Filip, po czym ona wróciła a on został. Usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy oglądać film. W pewnym momencie ona (obiecałem, że będę o niej mówił w trzeciej osobie w jej obecności) przytuliła się do mnie i podziękowała, cholera wie za co (tłumaczenie “za wszystko” jest dla mnie średnio wyjaśniające). Odwzajemniłem uścisk i przez jakieś 5 minut siedzieliśmy przytuleni i oglądaliśmy film. W pewnym momencie stwierdziłem
- to chyba nie jest dobry pomysł
- no chyba nie
po czym odsunęliśmy się od siebie na kilka cm i oglądaliśmy film normalnie. Wrócił Filip, spać mu się chciało, onej też to wyłączyłem film i legliśmy. Oczywiście dopadła mnie bezsenność i o piątej książkę czytałem próbując się nie zakwiczeć z deszczu sardynek w puszkach (Pratchett rządzi). Z łóżek zwlekliśmy się o przerażającej godzinie ósmej rano i poszliśmy z Fi do sklepu. Kupiliśmy picie, podrzędne żarcie i przez kolejne 2 godziny próbowaliśmy znaleźć czynną knajpę z żarciem na telefon. W końcu się poddaliśmy i udaliśmy się do Bravo celem konsumpcji pizzy, która była zajebista. Na koniec wróciliśmy do domu, sprawdziliśmy połączenia i momentalnie zerwaliśmy się jechać na pkp. Dojechaliśmy, posiedzieliśmy na peronie, uściskaliśmy się na pożegnanie i tyle.
Ten wieczór przyniósł kilka refleksji i nowych dla mnie informacji. Nie mówię tu o dręczących mnie w bezsenne noce demonach przeszłości tylko o tym co mi Natalia powiedziała. Na dzień dzisiejszy mam tylko ją i miotłę (z zasady pisane z małej litery). Kasia się nie odzywa i pewnie jeśli w ogóle to szybko się nie odezwie, Fle jest praktycznie nieosiągalna, więc z przyjaciółmi idę zdecydowanie na jakość a nie na ilość. Zajebiście udany weekend. Tyle powiem.
a ja powiem tylko tyle: kolejny raz zazdroszczę ;]
ha! przyznaj się! też byś chciała dachować na trawniku wózkiem sklepowym!
Para wyznacza trendy:) Kiedyś kolega/chłopak woził dziewczynę samochodem, teraz lans to tylko wózkiem sklepowym :)
a ja bym chciała powiedzieć, że nawet nie wiesz jak cholernie się cieszę, że znajdujesz coraz lepszych znajomych. chcę, żebyś był taki szczęśliwy, na ile tylko zasługujesz! a nawet na wiele więcej, bo kurde wdzięczności w ludziach żadnej. xD to nic. luv Twoje kokrzątniczki.
i gdybym wiedziała czym są kokrzątniczki, to bym chociaż wyjaśniła Ci to słowo w nawiasie, ale wymyśliłam to słowo przed chwilą, więc wybacz.
i u mnie notka.
Ja tylko chciałam powiedzieć, że wspominam to spotkanie bardzo miluśko, tak samo z resztą jak moje siniaki ;p
yhyy, przeniosłam bloga. xd pjoszę mi zmjenić jinka, bo jush nje bende pisać na tym cjo tjam mjasz. hjehje. ;>