Ujebka
23 sierpień 2008
Ruch był mały. Drastycznie mały. Nuda unosiła się w powietrzu tworząc siną poświatę na wysokości oczu. Młody kasjer w niebieskiej koszuli z zielonożółtą epicykloidą na lewej piersi oparł się o ladę i z lekko przymrużonymi oczami wpatrywał się w dal. Jego umysł zaprzątała tylko jedna myśl: “Jeszcze tylko trzy godziny”. Im dłużej o tym myślał, tym lepszy humor go ogarniał. System pracy w dwunastogodzinnych zmianach jest dość męczący, ale wbrew pozorom całkiem znośny. Wszystko zależy od tego, z kim się pracuje. Dniówki mijają szybko, nocki dość procentowo. Zwłaszcza jak się jest z Harym. Filip mógł godzinami wysłuchiwać jego dyżurnych historyjek o dwóch zatopionych w morzu samolotach, setkach “przeruchanych” kurewek, hektolitrach wypitej wódki i tego nieśmiertelnego “srał to pies”. W pewnym sensie wchłonął część Harego w siebie i sam na widok klienta potrafił mruknąć “a niech spierdala, chuj mu w dupę”. Wpatrując się w dal i myśląc o fajrancie zaczął się uśmiechać. Doskonałą, nieokreśloną dal zmąciła Kasia, kartowciskaczka z citibanku, która ma najchujowszą pracę na świecie. Stoi biedna dziewczyna koło wyjścia ze stacji i pyta klientów czy mają minutkę, albo czy zbierają punkty w programie BP Partner Club. Zazwyczaj słyszy “nie” albo “nie mam czasu” i musi obejść się smakiem. Kartowciskacz może zarobić całkiem niezłą kasę, pod warunkiem, że wyrobi niemożliwą do wyrobienia normę. Czyli za takie kwitnięcie dostaje gówno a nie kasę. Kasia stała dokładnie na linii wzroku Filipa mącąc doskonałą, nieokreśloną dal. Spojrzała na niego, odwzajemniła jego uśmiech i spytała:
- bardzo się nudzisz?
Te słowa wyrwały kasjera z transu. Dostrzegł dziewczynę stojącą naprzeciw niego, pozbył się z twarzy głupawego uśmiechu i zaczął przyglądać się uroczym kształtom, jakie słońce rysowało na białej spódnicy dziewczyny.
- Jak widzisz. Zaraz jakiejś kurwicy dostanę, albo nie wiem czego – odpowiedział jej zmęczonym głosem.
- Przyniosłeś laptopa? Chodź, jakiś film obejrzymy – zaproponowała.
Filip wyjął spod lady komputer, otworzył go, uruchomił i obrócił ekranem w stronę dziewczyny.
- Masz, oglądaj. Ja i tak już wszystko widziałem.
Dziewczyna podeszła do lady i już miała zabrać komputer, gdy jej wzrok przykuło wielkie białe okno z czerwoną parasolką.
- Co to jest? – spytała obracając komputer w stronę jego właściciela.
- To mój antywirus – odparł Filip – jest darmowy a w zamian wyświetla reklamy.
- To czemu sobie Avasta nie zainstalujesz? Też jest darmowy a reklam nie… – urwała, gdy zobaczyła, że kasjer oddala się na drugą stronę sklepu.
Filip poszedł wzdłiż lady mijając dwie pozostałe kasy, kombajn do kawy i wiecznie skrzypiący roller grill, na którym wesoło turlały się kiełbasy, parówki i kabanosy do hot dogów. Wrócił do Kasi tą samą drogą, którą wyszedł, tyle że po jej stronie lady. Jednym ruchem zamknął laptop, oparł się o swoje stanowisko pracy i odpowiedział na pytanie.
- Bo Avast ma taką jedną ujebkę.
- Opowiesz mi o tym?
- Na przykładzie. Okej?
- No dobra.
- Przychodzisz do swojego chłopaka do domu, z zamiarami bardzo jednoznacznymi. Oboje czekaliście na taką okazję – w końcu nieczęsto macie wolne te same wieczory – praca pochłania was do głębi. Właśnie ze względu na wyjątkowość tego wieczoru, zależało wam na tym, żeby wszystko było doskonałe.
- Zapowiada się ciekawie – uśmiechnęła się Kasia.
- Cicho. Wchodzisz do pokoju, oświetlonego tylko przez setki małych świeczek i niebieską diodę na głośniku, z którego wydobywa się pobudzający zmysły i wyobraźnię smooth jazz.
Kasia cicho zamruczała, po czym zganiła sama siebie za kosmate myśli.
- On podchodzi do ciebie i delikatnie całuje cię w czoło. Chwyta cię za rękę i prowadzi w głąb pokoju. Do twojego nosa dociera zapach kadzidełek, który nakręca cię jeszcze bardziej. W końcu twój facet nie może dłużej wytrzymać tego nastroju. Przyciąga cię do siebie i całuje mocno, tak jak lubisz, z całym swoim zdecydowaniem i pewnością siebie – to mówiąc położył Kasi rękę w talii i delikatnie przyciągnął do siebie – Czujesz się cudownie zbierając pocałunki każdym centymetrem swego ciała, kochasz go, gdy całuje twoje oczy, nos, policzki i na dłużej zatrzymuje się na ustach. Robi ci się gorąco od jego pocałunków na twojej szyi. Pragniesz go, z każdą sekundą coraz mocniej. Kładziecie się, jego dłonie błądzą po całym twoim ciele, jego język dotyka najgorętszych obszarów twojego ciała, sprawiając, że stają się jeszcze gorętsze. Jest ci cudownie, ten wieczór miał być doskonały i jest doskonały. Wynagradza ci wszystkie szybkie buziaki w locie, bo praca, bo uczelnia, bo szybko, bo zaraz. W końcu te pieszczoty zaczynają otępiać Twoje zmysły. Pragniesz go. Natychmiast. Chcesz tego nie mniej niż on. Widzisz jak pytająco patrzy ci w oczy. Nie musisz nic mówić. Uśmiechasz się tylko. Jesteś gotowa.
Mówiąc to, Filip położył Kasi rękę na policzku, przysunął ją do siebie i zaczął szeptać jej do ucha.
- W końcu wchodzi w ciebie, czujesz jak wypełnia cię całą i jest ci z tym cudownie, zamykasz oczy, chcesz żeby ta chwila trwała wiecznie, podnieca cię jego delikatność i pewność siebie zarazem. On nachyla się, chce ci coś szepnąć do ucha. Wiesz co powie, mimo to chcesz to usłyszeć. On otwiera usta, jego głos zamiera na literze K, a ty słyszysz…
Przestał szeptać i powiedział to całkiem głośno, mechanicznym wręcz głosem:
- Baza wirusów została zaktualizowana.
EDIT: Wbrew pozorom wiem jak wyłączyć dźwięki w Avast! Tekst jest z założenia humorystyczny, czego dostrzeżenie niektórym przychodzi z trudem. Nie stylizuję go na autentyk, raczej na małą formę literacką.
Parafrazując stary dowcip: “Ludzie dzielą się na tych, którzy wyłączyli dźwięki w Avast! i na tych, którzy wyłączą.“
Moja zajebista była
3 sierpień 2008
Spadówa se wpadła na weekend z Filipem. Zaczęło się od tego, że obudziłem się o wpół do jedenastej, popatrzyłem na chlew jaki miałem w pokoju, stwierdziłem, że muszę posprzątać, po czym włączyłem Prince of Persia i sobie przeszedłem drugie pół gry. W końcu 2 godziny przed planowanym opuszczeniem pokoju celem odebrania tych esioków z dworca wziąłem się za sprzątanie i nawet mi się udało. Natalia przywitała pokój stwierdzeniem (pełnym szoku) “jak tu czysto!”. Filip okazał się świetnym kolesiem, z którym szybko znalazłem wspólny język. Pokazałem mu half life’a bo nie widział (jak on mógł!) i poszliśmy rozpalać grilla. Skończyło się na tym, że rzuciliśmy węgiel, podpałkę i poszliśmy grać w ping ponga. Jak w końcu przypomnieliśmy sobie o grillu był już prawidłowo rozpalony i można było kłaść na nim mięso. Położyliśmy i wróciliśmy do stołu grać dalej. Wypiliśmy szampana
Za nowe życie. Moje bez pizdusia i wasze razem.
I graliśmy. W miarę picia coraz większe matrixy odchodziły (nie chce mi się tłumaczyć na czym polegały matrixy, ale były fajne) ale nauczyliśmy się grać i nawet piłka czasem trafiała w stół. Wróciliśmy do grilla, zeżarliśmym, położyliśmy następne i poszedłem z Filipem na stację po szlugi. Pogadaliśmy sobie trochę po drodze, wróciliśmy, piliśmy, jedliśmy, paliliśmy i gadaliśmy jak jeszcze nigdy z nikim nie gadałem. Bardzo poważne tematy w bardzo luźnej atmosferze otwartości i zrozumienia. Coś wspaniałego. Tekst wieczoru
Widziałem jak patrzysz na pizdusia!
Dopiliśmy alko, Natalia zrobiła sobie drinka (znaczy wymieszała sok z wódą) i poszliśmy na fontannę. Po drodze znaleźliśmy wózek z carefourra, wsadziliśmy do niego Spadówę (właściwie sama wlazła) i ją woziliśmy. Niestety alkohol negatywnie wpływa na moją percepcję linii prostych i wózek z Natalią dachował na trawniku. Rano się pytała czemu ma takie brudne spodnie xD. Doszliśmy do fontanny, okazało się, że ta zajebista koło przyrodniczego po północy jest wyłączana i zobaczyliśmy tylko mokre płyty chodnikowe. Poszliśmy na fontanny politechniczne, stanęliśmy nad nimi, nabrałem sobie wody do kubka, wypiłem kilka łyków a resztę wylałem Natalii na głowę. Oczywiście nie pozostała mi dłużna i po chwili obytroje byliśmy cali mokrzy. Podczas jakiejś szarpaniny kubek się stłukł. Szkoda mi go, ale trudno – świat się nie skończył. Potem Filip postanowił zrobić coś szalonego i położył się centralnie na dyszach fontanny a Natalia na nim. Zrobiłem im kilka zdjęć i poszliśmy dalej schnąć. Przeszliśmy przez teren polibudy, nosiliśmy na zmianę Natalię na barana bo jej się nie chciało chodzić, potem jej się zachciało skakać po jakichś krawężnikach wystających. Byłem najbliżej i najprzytomniej więc ją asekurowałem co nie zmieniła faktu, że i tak się wyjebała. Doszliśmy do szczytnickiego, przeszliśmy przez otwarte ogrodzenie i przeszliśmy sobie zamkniętym mostem. Żadne powalające emocjami uczucie, w przeciwieństwie do przełażenia przez chybotliwy płot po drugiej stronie. Zrobiłem sobie na nim dziurkę w ręce i dzisiaj ganiam w plastrze. Wróciliśmy do domu, dopiliśmy resztkę wódki (znaczy ja dopiłem, oni już nie chcieli) pozbieraliśmy się, po drodze odkrywając, że zniknęła jedna tacka z karkówką (jak się okazało była to zorganizowana akcja pies – kot: kot zrzucił pies zeżarł (nie chce mi się wierzyć, żeby ten leniwiec był w stanie wskoczyć na stół, to musiał być kot)). Wróciliśmy do pokoju, ogarnęliśmy się z deka i Natalia poszła pod prysznic. Po chwili dołączył do niej Filip, po czym ona wróciła a on został. Usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy oglądać film. W pewnym momencie ona (obiecałem, że będę o niej mówił w trzeciej osobie w jej obecności) przytuliła się do mnie i podziękowała, cholera wie za co (tłumaczenie “za wszystko” jest dla mnie średnio wyjaśniające). Odwzajemniłem uścisk i przez jakieś 5 minut siedzieliśmy przytuleni i oglądaliśmy film. W pewnym momencie stwierdziłem
- to chyba nie jest dobry pomysł
- no chyba nie
po czym odsunęliśmy się od siebie na kilka cm i oglądaliśmy film normalnie. Wrócił Filip, spać mu się chciało, onej też to wyłączyłem film i legliśmy. Oczywiście dopadła mnie bezsenność i o piątej książkę czytałem próbując się nie zakwiczeć z deszczu sardynek w puszkach (Pratchett rządzi). Z łóżek zwlekliśmy się o przerażającej godzinie ósmej rano i poszliśmy z Fi do sklepu. Kupiliśmy picie, podrzędne żarcie i przez kolejne 2 godziny próbowaliśmy znaleźć czynną knajpę z żarciem na telefon. W końcu się poddaliśmy i udaliśmy się do Bravo celem konsumpcji pizzy, która była zajebista. Na koniec wróciliśmy do domu, sprawdziliśmy połączenia i momentalnie zerwaliśmy się jechać na pkp. Dojechaliśmy, posiedzieliśmy na peronie, uściskaliśmy się na pożegnanie i tyle.
Ten wieczór przyniósł kilka refleksji i nowych dla mnie informacji. Nie mówię tu o dręczących mnie w bezsenne noce demonach przeszłości tylko o tym co mi Natalia powiedziała. Na dzień dzisiejszy mam tylko ją i miotłę (z zasady pisane z małej litery). Kasia się nie odzywa i pewnie jeśli w ogóle to szybko się nie odezwie, Fle jest praktycznie nieosiągalna, więc z przyjaciółmi idę zdecydowanie na jakość a nie na ilość. Zajebiście udany weekend. Tyle powiem.