Zmiana otoczenia
21 lipiec 2008
Zmieniłem otoczenie w stopniu drastycznym. Pizduś się wyprowadził i cholernie dobrze mi z tym. Odkryłem na nowo uroki mieszkania w pojedynkę – spotkania z kim się chce, siedzenie do której się chce, słuchanie i oglądanie czego się chce. Słowem “co się chce”. Odkąd nie dałem Pizdusiowi się wyspać Pizdusiowa się do mnie nie odzywa, powiem więcej w dupie się jej przewróciło. Fragment rozmowy (pisane z pamięci)
- jesteś okropny, zraniłeś mnie (blablabla – przyp. autora) tęsknię za Tobą
- (blablabla streszczające się do “co ty pierdolisz”) myślałem, że nie chcesz ze mną gadać to się nie odzywałem.
- (blablabla sprowadzające się do “myślałam, że ty ze mną nie chcesz”) blablabla
- (blablabla sprowadzające się do blablabla) powiedz co u Ciebie?
- Tak po prostu pytasz jakby nigdy nic?
- Dobra to nie mów.
Myślę, że to ostatecznie zakończyło naszą znajomość.
Pizduś praktycznie się do mnie nie odzywał, ale pod koniec naszego wspólnego mieszkania zaczął mieć jakieś _kurwa_ wąty, które oczywiście zamiast kierować do mnie wyżalał swojej Ewuni i pisał o tym na swoim blogasku (bo inaczej tego gówna nie można było nazwać). Żale dotyczyły tego, że żałuję mu miejsca na kompie (wypierdoliłem jego chujowe gry i ustawiłem przydziały dyskowe, które były bezczelnie niskie). Inna sprawa, że załowałem mu tego miejsca a inna, że przez ten rok nie usłyszałem nigdy “dziękuję” za to, że w ogóle pozwalam mu dotykać mojego kompa instalować jakieś chujstwa i zajmować mi go, kiedy chciałem z niego skorzystać. Nie przychodzi mi do głowy słowo, które nadawałoby się do określenia tego co o takim zachowaniu myślę… a! niewdzięczność. Jedyne co słyszałem to pretensje. Grał od rana w jakieś chujstwo, w końcu przypomniał sobie, żeby ze swoją pogadać i jak po 10 minutach powiedziałm, żeby zszedł to takim oburzonym tonem spytał “już?”. Ale muszę przyznać, że sprawiło mi to dziką satysfakcję, bo wyglądał jakbym ujebał mu skrzydła tępą żyletką. To już był ten czas, że go nie lubiłem. Dlaczego? O tym w kolejnym odcinku pod tytułem “spiczenie”.
Ciąg dalszy zmian. Przestaję spotykać się z Pizdusiem, Markiem i Serkiem i zmieniam swoje otoczenie na nieco bardziej inteligentne i zabawne. Nowa ekipa to dwa Krzyśki, Dorota i Ania. Kursujemy po jakichś dziwnych imprezach, pijemy, rozmawiamy, wygłupiamy się, śmiejemy. Z naciskiem na śmiejemy. Nowe towarzystwo sprawiło, że jakby na nowo odżyłem i stałem się szczęśliwszy. Zmieniłem nr gg i aqq, oraz jid i teraz mam na liście około 15 osób (kontaktów nieco więcej, ale nie liczę duplikatów (gg/aqq/jabber) i infobota. Przeniosłem bloga i podam adres tylko ludziom, którzy coś dla mnie znaczą i tym, którzy mnie nie znają. I tyle. Mała zmiana a cieszy.
Są też sprawy, które się nie zmieniły. Nadal mam swoje durne baby – Myśkę, miotłę i Fle. Doszła mi do nich Ada, która jakimś cudem znosi moje humory i Karolina – tegoroczna debiutantka studencka, z którą zamierzam niejednego browara wychylić. Lenka niestety wyjechała, więc tak jakby jej nie było…
Może nie na temat, ale tak mi się skojarzył pewien fragment książki S. Kinga ze zmianą(w tytule notki) i z Twoim URL bloga. Pisał coś takiego, że w mroku i samotności świat się zmienia. Wtedy wyobraźnia nie ma żadnych barier, przez co wszystko może poczuć wolność.
a więc to taaak!
dobrze, rób wszystko żebyś był szczęśliwy!