Ciąg dalszy nie nastąpi.
29 listopad 2008
z racji tego, że nazwa jest dość chujowawa przenosze się wpizdu pod akulowaty.wordpress.com. KTHXBYE.
Zdegenerowany
24 listopad 2008
- ona jest zdegenerowana?! – powiedział oburzony akul – to ja jestem zdegenerowany! Piję, palę, przeklinam, uprawiam seks z nieznajomymi, zdradzam moją dziewczynę… co jeszcze?
- programujesz w javie
- o! programuję w javie!
Gwiazdka dla terrorystów pełna lemingów pod choinką.
2 listopad 2008
Jak co roku zaczął się ten cyrk zwany wszystkich świętych/świętem zmarłych. Jak co roku wybrałem się do Poznania oglądać stada lemingów i irytować się na zaistniałą sytuację. W tym roku, rodzina moja kochana stwierdziła, że pojedziemy rano, gdy będzie mniej ludzi. Sam bym to zaproponował, ale dla mnie „rano” by było około szóstej rano, a nie o 10. Ilość wolnych miejsc parkingowych w odległości kilometra od cmentarza jednoznacznie wskazywała na to, że nie tylko moja rodzinka wpadła na ten błyskotliwy i jakże oryginalny pomysł.
I
Parkowanie
Ktoś w Poznańskim urzędzie miasta wpadł na pomysł, aby zorganizować parking na pasie zieleni pomiędzy pasmami drogi ekspresowej. Pomysł mało odkrywczy, bo kierowcy zawsze tam parkują. Drogowcy zrobili coś dużo lepszego – zamknęli dla ruchu wewnętrzne pasy, żeby umożliwić parkującym i wyjeżdżającym z parkingu jakiekolwiek manewry. Oczywiście jak to w naszym kochanym kraju bywa reguła zamka błyskawicznego jest naszym kierowcom obca, bądź niezrozumiała, a wolny pas nie może się marnować. W konsekwencji tego oba pasy były zakorkowane, a ci, którzy zaparkowali bliżej cmentarza ’se postoją’ zanim wyjadą.
II
Hieny cmentarne.
Hienami cmentarnymi nazywa się ludzi, którzy żerują na innych i podkradają kwaty czy też znicze z grobów „na handel”. To są nielegalne hieny. Są jeszcze hieny jak najbardziej legalne – mendy, które stawiają swoje stragany wzdłuż chodników i sprzedają jak najbardziej cmentarne wyroby – szaszłyki, rogaliki, kanapki, napoje, zapiekanki i cukierki. Bydło przyjdzie – bydło kupi. Bo dziecko chce, bo właściwie to mi się chce pić, bo cośtam. Nie miał bym nic przeciwko temu, gdyby nie fakt, że ludzie zatrzymują się przy ich straganach tworząc zatory w ruchu i generują korki w ruchu pieszym, których być nie ma prawa. Zaczyna się przepychanie, deptanie sobie po piętach i pretensje do całego świata. Sprzedawcy kwiatów i zniczy, też się panoszą. Ich stragany znajdujące się w „wąskim gardle” skutecznie utrudniają ruch, a jeszcze mają czelność ci sprzedawcy mieć pretensje, że depcze im się ich kwiaty. Widzą, że co roku jest taki młyn i co roku się rozpychają na pół chodnika. Hipokryzja? A może głupota? Następny etap przeciskania się przez stado lemingów to ogrodzony barierkami chodnik prowadzący do przejścia przez tory. Na tym odcinku obowiązuje zakaz handlu, oczywiście nasze kochane hieny znalazły sposób na obejście go i ustawiają stragany za barierkami. Oczywiście nikt u nich nic nie kupuje bo próba zatrzymania się przy straganie spowoduje natychmiastowe jęki, krzyki i ogólne niezadowolenie tłumu, którego iq jak wiadomo jest równe iq najgłupszego uczestnika podzielone przez ilość osób w tym tłumie. Tu także wyłania się całe buractwo naszego narodu. Ludzie kombinują jak mogą. Idą lasem a potem przełażą przez barierki, żeby tylko wejść szybciej. Przepychają się w przewężeniu przed przejściem podziemnym i w wejściu do windy dla niepełnosprawnych. Zadziwiające, jak niektórym spieszy się na cmentarz. Kolejnym elementem potęgującym wrażenie, że jesteśmy otoczeni przez idiotów jest to, że mnóstwo ludzi pcha przed sobą wózki dziecięce. Niektórzy wpadli na to, żeby cztery kółka zostawić w aucie i dziecko wziąć na rękę, ale znaczna większość najeżdża współtłumowiczom na stopy kółkami swoich Kinderwagenów.
III
Miss nagrobka
Teraz zaczyna się prawdziwy cyrk – jesteśmy na cmentarzu. Ludzie prowadzą niemą licytację kto kupi większy znicz, więcej większych zniczy i bardziej przykryje grób kwiatami. Siostra kiedyś powiedziała, że kwiaty są dla ludzi a nie dla zmarłych i miała, cholera mała, rację. Zmarli są na tyle martwi, że nie robi im różnicy czy położysz im na grobie jedną różę czy wielki bukiet i pierdylion zniczy. Równie dobrze możesz iść na grób z pustymi rękami, postać nad nim, poswpominać, pomodlić się do boga, w którego wierzysz, lub w którego wierzył zmarły. Dla tej osoby wychodzi na jedno. Dla ciebie w sumie też, ale większość ludzi tego nie dostrzega. Chcą pokazać, że są lepsi, że bardziej pamiętają, że mają lepszy gust, więcej pieniędzy, czy też więcej punktów lansu. Do ludzi nie dociera, że liczy się pamięć a nie sterta kwiatów na pomniku. Bo sąsiedzi będą gadać, bo będą porównywać. Idiotyzm.
IV
Konkurs fotografii cmentarnej
Kiedyś było inaczej. Kiedyś nie było cyfrówek. Kiedyś człowiek cenił każdą klatkę i myślał przed zrobieniem zdjęcia, bo fotograf, który wywoływał film i robił odbitki widział każde zdjęcie. Syfrówki zmieniły pogląd na fotografowanie. Robienie zdjęć cyfrą nic nie kosztuje, więc robi się je przy każdej okazji, w każdym miejscu i w nieprzyzwoitych ilościach. Wszyscy doskonale pamiętają słynne zdjęcie „z rodziną po kremacji mamy” umieszczone przez kogoś bez poczucia smaku na portalu nasza klapa. Mnóstwo ludzi widziało też zdjęcie dwóch blachar nad grobem ich brata/syna umieszczone również na tym portalu. Ktoś na wykopie skomentował to jako „mogła założyć mini i oprzeć but o nagrobek tak, żeby było widać stringi”. Komentarz z pozoru humorystyczny w praktyce mówi o tym, co nas wkrótce czeka. Z czystej ciekawości poryję za parę dni na nk i pewnie znajdę mnóstwo zdjęć z kategorii ‘konkurs fotografii cmentarnej’. Tutaj mamy powrót do miss nagrobka. Ludzie chcą się pochwalić tym jak to bardzo pamiętają, jak to bardzo kochają i jak to bardzo cholera wie o co im chodzi. Tylko czy fotografując się na cmentarzu nie przekracza się granic dobrego smaku?
A rynek tak uroczo pusty.
Czas
31 październik 2008
Z czasem człowiek dowiaduje się rzeczy, których wolał by nie wiedzieć. Czasem ludzie okzaują się kimś innym niż wydawali się być. Wszystko ładnie, pięknie, ale dlaczego tego czasu jest tak mało?
Cośtam
17 październik 2008
Posprzątałem w naszej tzw kuchni. Jestem pełen podziwu dla Mateusza jak mógł wkładać do tej mikrofali jedzenie i potem je jeść. Teraz jest po bipowsku czyli idealnie.
Przez ostatni tydzień miałem nowego współlokatora – Pawła. Pierdolonego pijaka, który wracał nad ranem i się burał. Raz buranie przerodziło się w awanturę, po której załatwiłem mu u właścicieli ekspresową wyprowadzkę. Autentycznie bałem się tego człowieka, sprawiał wrażenie psychola i rzeczywistość chyba nieznacznie odbiegała od tego wrażenia. Teraz mam nowego współlokatora, wprowadza się za tydzień. Kolega z grupy, znaleziony w bardzo ciekawy sposób:
Siedzimy, gadamy:
- Nie znasz może kogoś kto szuka mieszkania?
- No znam, a czemu pytasz?
- Bo szukam współlokatora
- A ja szukam mieszkania.
Fakt, że też Paweł, ale jak sam to określił “do trzech razy sztuka”. Nie jest pijakiem ani studentem W za przeproszeniem 10 więc powinno być ok. Najlepsze jest to, że chyba wszystkie (albo prawie wszystkie) zajęcia mamy razem więc jeden drugiego budzić nie będzie.
Daga mnie wkurwia. Lubię z nią flirtować, lubię ją w ogóle jako taką, ale przyjdzie taki jeden raz, że mnie wkurwi i łapię niechęć do niej na kilka dni. Potem pisze coś w stylu “kiedy ja was zrozumiem” albo coś w ten deseń. Wydaje mi się, że jest ona laską, którą mógłbym traktować jako poważną kandydatkę na wspólniczkę niedoli (jakie to romantyczne) ale te pierdoły, którymi mnie wkurwia doprowadzają mnie do szału. Jak ktoś nie umie pojąć, że nie mam ochoty rozmawiać, że jestem z natury małomówny to niech chociaż się nie obraża o wszystko.
Byłem dzisiaj na szkoleniu BHP u pani Asi. Przezajebista kobitka. Najpierw zbeształa mnie, że tankuję gaz bez uprawnień, ale potem sobie bardzo miło rozmawialiśmy. Godzina minęła jak z chuja strzelił.
W robocie ok, wczoraj jakiś pijak chciał mnie pobić bo mu powiedziałem, że ma kurtkę na lewą stronę, opowiedział mi o super service (chyba chodziło mu o secret service, chociaż w sumie nie wiem o co mu chodziło… jednostka, której celem jest, żeby królowa angielska była dumna… secret service to amerykańska ochrona prezydenta, więc właściwie nie wiem o chuj mu chodziło)
Na uczelni ok. Większość zajęć mam z Tomkiem z elektroniki, już się zaczęło niełażenie na wykłady, więc jest w normie. Jak nie mam z Tomkiem to jeszcze jest Bartek, koleś z własną firmą i własnym mieszkaniem, którego, kuźwa, podziwiam.
Te wypociny zakończę w tym punkcie i wskoczę pod świeżo naprawiony prysznic odświeżyć się przed pracą. Miłej nocy, mnie czeka zapierdalanie we dwoje na nocy piątkowej, więc kororowo ]:->
Paranoja
30 wrzesień 2008
Mówi się, żeby nie łączyć życia osobistego z zawodowym. Tak też czynię. Drugi blog, na którym piszę tylko o pracy: =klik=
Druga rocznica końca świata
20 wrzesień 2008
Do tej pory nie mogę uwierzyć, że coś tak doskonałego mogło przestać trwać.
Specjalne podziękowania dla pani Basi za trzymanie mnie swoimi mykami po właściwej stronie.
Ujebka
23 sierpień 2008
Ruch był mały. Drastycznie mały. Nuda unosiła się w powietrzu tworząc siną poświatę na wysokości oczu. Młody kasjer w niebieskiej koszuli z zielonożółtą epicykloidą na lewej piersi oparł się o ladę i z lekko przymrużonymi oczami wpatrywał się w dal. Jego umysł zaprzątała tylko jedna myśl: “Jeszcze tylko trzy godziny”. Im dłużej o tym myślał, tym lepszy humor go ogarniał. System pracy w dwunastogodzinnych zmianach jest dość męczący, ale wbrew pozorom całkiem znośny. Wszystko zależy od tego, z kim się pracuje. Dniówki mijają szybko, nocki dość procentowo. Zwłaszcza jak się jest z Harym. Filip mógł godzinami wysłuchiwać jego dyżurnych historyjek o dwóch zatopionych w morzu samolotach, setkach “przeruchanych” kurewek, hektolitrach wypitej wódki i tego nieśmiertelnego “srał to pies”. W pewnym sensie wchłonął część Harego w siebie i sam na widok klienta potrafił mruknąć “a niech spierdala, chuj mu w dupę”. Wpatrując się w dal i myśląc o fajrancie zaczął się uśmiechać. Doskonałą, nieokreśloną dal zmąciła Kasia, kartowciskaczka z citibanku, która ma najchujowszą pracę na świecie. Stoi biedna dziewczyna koło wyjścia ze stacji i pyta klientów czy mają minutkę, albo czy zbierają punkty w programie BP Partner Club. Zazwyczaj słyszy “nie” albo “nie mam czasu” i musi obejść się smakiem. Kartowciskacz może zarobić całkiem niezłą kasę, pod warunkiem, że wyrobi niemożliwą do wyrobienia normę. Czyli za takie kwitnięcie dostaje gówno a nie kasę. Kasia stała dokładnie na linii wzroku Filipa mącąc doskonałą, nieokreśloną dal. Spojrzała na niego, odwzajemniła jego uśmiech i spytała:
- bardzo się nudzisz?
Te słowa wyrwały kasjera z transu. Dostrzegł dziewczynę stojącą naprzeciw niego, pozbył się z twarzy głupawego uśmiechu i zaczął przyglądać się uroczym kształtom, jakie słońce rysowało na białej spódnicy dziewczyny.
- Jak widzisz. Zaraz jakiejś kurwicy dostanę, albo nie wiem czego – odpowiedział jej zmęczonym głosem.
- Przyniosłeś laptopa? Chodź, jakiś film obejrzymy – zaproponowała.
Filip wyjął spod lady komputer, otworzył go, uruchomił i obrócił ekranem w stronę dziewczyny.
- Masz, oglądaj. Ja i tak już wszystko widziałem.
Dziewczyna podeszła do lady i już miała zabrać komputer, gdy jej wzrok przykuło wielkie białe okno z czerwoną parasolką.
- Co to jest? – spytała obracając komputer w stronę jego właściciela.
- To mój antywirus – odparł Filip – jest darmowy a w zamian wyświetla reklamy.
- To czemu sobie Avasta nie zainstalujesz? Też jest darmowy a reklam nie… – urwała, gdy zobaczyła, że kasjer oddala się na drugą stronę sklepu.
Filip poszedł wzdłiż lady mijając dwie pozostałe kasy, kombajn do kawy i wiecznie skrzypiący roller grill, na którym wesoło turlały się kiełbasy, parówki i kabanosy do hot dogów. Wrócił do Kasi tą samą drogą, którą wyszedł, tyle że po jej stronie lady. Jednym ruchem zamknął laptop, oparł się o swoje stanowisko pracy i odpowiedział na pytanie.
- Bo Avast ma taką jedną ujebkę.
- Opowiesz mi o tym?
- Na przykładzie. Okej?
- No dobra.
- Przychodzisz do swojego chłopaka do domu, z zamiarami bardzo jednoznacznymi. Oboje czekaliście na taką okazję – w końcu nieczęsto macie wolne te same wieczory – praca pochłania was do głębi. Właśnie ze względu na wyjątkowość tego wieczoru, zależało wam na tym, żeby wszystko było doskonałe.
- Zapowiada się ciekawie – uśmiechnęła się Kasia.
- Cicho. Wchodzisz do pokoju, oświetlonego tylko przez setki małych świeczek i niebieską diodę na głośniku, z którego wydobywa się pobudzający zmysły i wyobraźnię smooth jazz.
Kasia cicho zamruczała, po czym zganiła sama siebie za kosmate myśli.
- On podchodzi do ciebie i delikatnie całuje cię w czoło. Chwyta cię za rękę i prowadzi w głąb pokoju. Do twojego nosa dociera zapach kadzidełek, który nakręca cię jeszcze bardziej. W końcu twój facet nie może dłużej wytrzymać tego nastroju. Przyciąga cię do siebie i całuje mocno, tak jak lubisz, z całym swoim zdecydowaniem i pewnością siebie – to mówiąc położył Kasi rękę w talii i delikatnie przyciągnął do siebie – Czujesz się cudownie zbierając pocałunki każdym centymetrem swego ciała, kochasz go, gdy całuje twoje oczy, nos, policzki i na dłużej zatrzymuje się na ustach. Robi ci się gorąco od jego pocałunków na twojej szyi. Pragniesz go, z każdą sekundą coraz mocniej. Kładziecie się, jego dłonie błądzą po całym twoim ciele, jego język dotyka najgorętszych obszarów twojego ciała, sprawiając, że stają się jeszcze gorętsze. Jest ci cudownie, ten wieczór miał być doskonały i jest doskonały. Wynagradza ci wszystkie szybkie buziaki w locie, bo praca, bo uczelnia, bo szybko, bo zaraz. W końcu te pieszczoty zaczynają otępiać Twoje zmysły. Pragniesz go. Natychmiast. Chcesz tego nie mniej niż on. Widzisz jak pytająco patrzy ci w oczy. Nie musisz nic mówić. Uśmiechasz się tylko. Jesteś gotowa.
Mówiąc to, Filip położył Kasi rękę na policzku, przysunął ją do siebie i zaczął szeptać jej do ucha.
- W końcu wchodzi w ciebie, czujesz jak wypełnia cię całą i jest ci z tym cudownie, zamykasz oczy, chcesz żeby ta chwila trwała wiecznie, podnieca cię jego delikatność i pewność siebie zarazem. On nachyla się, chce ci coś szepnąć do ucha. Wiesz co powie, mimo to chcesz to usłyszeć. On otwiera usta, jego głos zamiera na literze K, a ty słyszysz…
Przestał szeptać i powiedział to całkiem głośno, mechanicznym wręcz głosem:
- Baza wirusów została zaktualizowana.
EDIT: Wbrew pozorom wiem jak wyłączyć dźwięki w Avast! Tekst jest z założenia humorystyczny, czego dostrzeżenie niektórym przychodzi z trudem. Nie stylizuję go na autentyk, raczej na małą formę literacką.
Parafrazując stary dowcip: “Ludzie dzielą się na tych, którzy wyłączyli dźwięki w Avast! i na tych, którzy wyłączą.“
Moja zajebista była
3 sierpień 2008
Spadówa se wpadła na weekend z Filipem. Zaczęło się od tego, że obudziłem się o wpół do jedenastej, popatrzyłem na chlew jaki miałem w pokoju, stwierdziłem, że muszę posprzątać, po czym włączyłem Prince of Persia i sobie przeszedłem drugie pół gry. W końcu 2 godziny przed planowanym opuszczeniem pokoju celem odebrania tych esioków z dworca wziąłem się za sprzątanie i nawet mi się udało. Natalia przywitała pokój stwierdzeniem (pełnym szoku) “jak tu czysto!”. Filip okazał się świetnym kolesiem, z którym szybko znalazłem wspólny język. Pokazałem mu half life’a bo nie widział (jak on mógł!) i poszliśmy rozpalać grilla. Skończyło się na tym, że rzuciliśmy węgiel, podpałkę i poszliśmy grać w ping ponga. Jak w końcu przypomnieliśmy sobie o grillu był już prawidłowo rozpalony i można było kłaść na nim mięso. Położyliśmy i wróciliśmy do stołu grać dalej. Wypiliśmy szampana
Za nowe życie. Moje bez pizdusia i wasze razem.
I graliśmy. W miarę picia coraz większe matrixy odchodziły (nie chce mi się tłumaczyć na czym polegały matrixy, ale były fajne) ale nauczyliśmy się grać i nawet piłka czasem trafiała w stół. Wróciliśmy do grilla, zeżarliśmym, położyliśmy następne i poszedłem z Filipem na stację po szlugi. Pogadaliśmy sobie trochę po drodze, wróciliśmy, piliśmy, jedliśmy, paliliśmy i gadaliśmy jak jeszcze nigdy z nikim nie gadałem. Bardzo poważne tematy w bardzo luźnej atmosferze otwartości i zrozumienia. Coś wspaniałego. Tekst wieczoru
Widziałem jak patrzysz na pizdusia!
Dopiliśmy alko, Natalia zrobiła sobie drinka (znaczy wymieszała sok z wódą) i poszliśmy na fontannę. Po drodze znaleźliśmy wózek z carefourra, wsadziliśmy do niego Spadówę (właściwie sama wlazła) i ją woziliśmy. Niestety alkohol negatywnie wpływa na moją percepcję linii prostych i wózek z Natalią dachował na trawniku. Rano się pytała czemu ma takie brudne spodnie xD. Doszliśmy do fontanny, okazało się, że ta zajebista koło przyrodniczego po północy jest wyłączana i zobaczyliśmy tylko mokre płyty chodnikowe. Poszliśmy na fontanny politechniczne, stanęliśmy nad nimi, nabrałem sobie wody do kubka, wypiłem kilka łyków a resztę wylałem Natalii na głowę. Oczywiście nie pozostała mi dłużna i po chwili obytroje byliśmy cali mokrzy. Podczas jakiejś szarpaniny kubek się stłukł. Szkoda mi go, ale trudno – świat się nie skończył. Potem Filip postanowił zrobić coś szalonego i położył się centralnie na dyszach fontanny a Natalia na nim. Zrobiłem im kilka zdjęć i poszliśmy dalej schnąć. Przeszliśmy przez teren polibudy, nosiliśmy na zmianę Natalię na barana bo jej się nie chciało chodzić, potem jej się zachciało skakać po jakichś krawężnikach wystających. Byłem najbliżej i najprzytomniej więc ją asekurowałem co nie zmieniła faktu, że i tak się wyjebała. Doszliśmy do szczytnickiego, przeszliśmy przez otwarte ogrodzenie i przeszliśmy sobie zamkniętym mostem. Żadne powalające emocjami uczucie, w przeciwieństwie do przełażenia przez chybotliwy płot po drugiej stronie. Zrobiłem sobie na nim dziurkę w ręce i dzisiaj ganiam w plastrze. Wróciliśmy do domu, dopiliśmy resztkę wódki (znaczy ja dopiłem, oni już nie chcieli) pozbieraliśmy się, po drodze odkrywając, że zniknęła jedna tacka z karkówką (jak się okazało była to zorganizowana akcja pies – kot: kot zrzucił pies zeżarł (nie chce mi się wierzyć, żeby ten leniwiec był w stanie wskoczyć na stół, to musiał być kot)). Wróciliśmy do pokoju, ogarnęliśmy się z deka i Natalia poszła pod prysznic. Po chwili dołączył do niej Filip, po czym ona wróciła a on został. Usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy oglądać film. W pewnym momencie ona (obiecałem, że będę o niej mówił w trzeciej osobie w jej obecności) przytuliła się do mnie i podziękowała, cholera wie za co (tłumaczenie “za wszystko” jest dla mnie średnio wyjaśniające). Odwzajemniłem uścisk i przez jakieś 5 minut siedzieliśmy przytuleni i oglądaliśmy film. W pewnym momencie stwierdziłem
- to chyba nie jest dobry pomysł
- no chyba nie
po czym odsunęliśmy się od siebie na kilka cm i oglądaliśmy film normalnie. Wrócił Filip, spać mu się chciało, onej też to wyłączyłem film i legliśmy. Oczywiście dopadła mnie bezsenność i o piątej książkę czytałem próbując się nie zakwiczeć z deszczu sardynek w puszkach (Pratchett rządzi). Z łóżek zwlekliśmy się o przerażającej godzinie ósmej rano i poszliśmy z Fi do sklepu. Kupiliśmy picie, podrzędne żarcie i przez kolejne 2 godziny próbowaliśmy znaleźć czynną knajpę z żarciem na telefon. W końcu się poddaliśmy i udaliśmy się do Bravo celem konsumpcji pizzy, która była zajebista. Na koniec wróciliśmy do domu, sprawdziliśmy połączenia i momentalnie zerwaliśmy się jechać na pkp. Dojechaliśmy, posiedzieliśmy na peronie, uściskaliśmy się na pożegnanie i tyle.
Ten wieczór przyniósł kilka refleksji i nowych dla mnie informacji. Nie mówię tu o dręczących mnie w bezsenne noce demonach przeszłości tylko o tym co mi Natalia powiedziała. Na dzień dzisiejszy mam tylko ją i miotłę (z zasady pisane z małej litery). Kasia się nie odzywa i pewnie jeśli w ogóle to szybko się nie odezwie, Fle jest praktycznie nieosiągalna, więc z przyjaciółmi idę zdecydowanie na jakość a nie na ilość. Zajebiście udany weekend. Tyle powiem.
Dźwięczność
29 lipiec 2008
Nadal nie wiem za co Kasia się na mnie obraziła, ale wiem za co jest wściekła (no, że jej posłuchałem i naprawdę poszedłem)
W sumie powinienem być jej dźwięczny… znaczy wdzięczny, bo dzięki niej poznałem przeuroczą dziewczynę. A wszystko zaczęło się około 13.15 na peronie pierwszym wrocławskiego dworca głównego.
Wczoraj próbowałem się dodzwonić do młodej, dowiedzieć się czy dojechała (zgodnie z zasadą “to, że się pokłóciliśmy nie oznacza, że nagle przestałem Cię kochać i się o Ciebie martwić”) ale nie odbierała telefonu. Napisałem sms, ale, co było do przewidzenia, nie odpisała. Dzisiaj zmieniłem taktykę i dzwoniłem z zastrzeżonego, najpierw stojąc na peronie zadzwoniłem raz, ze skutkiem marnym, później zadzwoniłem siedząc już w przedziale z – wtedy jeszcze – jakąś laską. Dodzwoniłem się:
- słucham?
- dzięki, że dałaś znać, że dojechałaś
- nie ma za co
- to, że się pokłóciliśmy…
W tym momencie się rozłączyła. Zamykając telefon rzuciłem twardym męskim słowem określającym kobietę lekkich obyczajów co uśmiechnęło moją towarzyszkę podróży. Zgęściłem jej temat i rozmowa sama potoczyła się dalej. Z początku myślałem, że strzeliłem sobie w stopę tekstem:
Jakby to była dziewczyna to bym się nie przejął, ale, że to przyjaciółka to poważna sprawa.
Potem stwierdziłem, że to najlepiej o mnie nie świadczy, ale powiedziała, że to ok, bo ona sama wie jakie są kobiety i dlatego sie z nimi nie koleguje. Paulina okazała się studentką medycyny ze Szczecina, z bardzo, ale to bardzo charakterystycznym poczuciem humoru (które mi się bardzo, ale to bardzo podoba):
- nie wie o co się obraziła, ale okres miała, więc to mogło być cokolwiek
- no, my takie jesteśmy jak nam się złuszcza endometrium
- co?
- no jak miesiączkę mamy, wybacz zboczenie medyczne.
- no domyśliłem się, ale powtórz, bo to dobre było
Gadaliśmy sobie o studiach, o laskach z pielęgniarstwa, o jej praktykach (podczas amputacji krew się lała lepiej niż u Tarantino). Inne perełki:
Kobieta składa się z nastrojów i miesiączek
Rozmowa o mojej okolicy:
- a w Boszkowie będzie Euforia [festiwal, a raczej festyn "muzyki klubowej"]
- wow
- ja wiem, czy takie wow? Jak patrzę na skład…
- to było ironiczne wow
- aha, widzisz w tej chwili nie zauważyłbym ironii nawet jakbyś uderzyła mnie nią w twarz
- znaczy muszę uderzyć cię w twarz, żebyś zrozumiał?
- to była ironia
- nie zrozumiałam, musisz uderzyć mnie w twarz.
Wykazała się również wysokim poziomem wiedzy dot. świata i jego realiów:
- kobiety to zło.
Nastała chwila ciszy, spytałem więc:
- już się obraziłaś?
- nie, to prawda jest.
Ale jak każdy oblała test na spostrzegawczość:
- nie słuchasz mnie.
- jak to nie? Słucham cały czas
- pół godziny temu powiedziałem, że jestem jedynakiem, a teraz od razu zaakceptowałaś informację, że mam siostrę
- a faktycznie. To masz siostrę czy jesteś jedynakiem?
Wyjaśniłem całą sprawę i zostałem zbesztany w pewnym sensie. Na pożegnanie, gdy zapisywałem jej numer, upewniłem się, czy dobrze zapamiętałem jej imię:
- Paulina, tak?
- Filip, tak?
- Tak.
- Widzisz? Słucham cię cały czas.
To upewnianie się było głupie, ale po tym co kiedyś odwaliłem w chlewie wolę dmuchać na zimne. Retrospekcja:
Wchodzę z wtedy-jeszcze-kiślem do kuchni, gdzie siedzą jakieś dwie laski ( w szerokim tego słowa znaczeniu ). Witamy się, przedstawiamy się sobie, wracamy do pokoju a ja zadaję pytanie:
- jak one miały?
Fajnie było, zobaczymy jak się znajomość rozwinie bo zapowiada się zaprawdę interesująco.